W dziejach narodów istnieją sprawy, które wykraczają poza bieżącą politykę, których nie da się oceniać wyłącznie przez pryzmat doraźnych korzyści dyplomatycznych czy geopolitycznych kalkulacji. Należą do nich kwestie pamięci historycznej. To one decydują o tym, czy wspólnota zachowuje szacunek dla własnej przeszłości, czy potrafi upominać się o prawdę i czy jest zdolna przekazać następnym pokoleniom świadomość własnych korzeni.
Reklama
W ostatnich tygodniach ogromne emocje wzbudziła decyzja prezydenta Karola Nawrockiego o odebraniu Orderu Orła Białego prezydentowi Ukrainy Wołodymyrowi Zełenskiemu. Pojawiły się głosy, że był to akt niepotrzebnie zaostrzający relacje między Warszawą a Kijowem, a także niewybredne ataki, których autorzy woleli być rzecznikami nawet najbardziej niemądrych decyzji zewnętrznych, byle tylko kręcić bicz na prezydenta własnego państwa. Ze strony polityków koalicji rządzącej padały sformułowania, że decyzja prezydenta wywołała euforię na Kremlu. Zdaje się, że ci, którzy tak pisali i mówili, zapominają, jakie były powody tej trudnej decyzji i kalendarium poprzedzających ją zdarzeń. Powinni też zdawać sobie sprawę, że moskiewski satrapa cieszył się przede wszystkim wtedy, gdy dowiedział się, iż władze Ukrainy postanowiły po raz kolejny gloryfikować banderowców, nadając w końcu maja elitarnemu Samodzielnemu Centrum Operacji Specjalnych „Północ” imienia „Bohaterów Ukraińskiej Powstańczej Armii”. Ten prowokacyjny gest Kijowa nie mógł pozostać bez echa ze strony Polski i wiadomo było, że władze ukraińskie na własne życzenie doprowadzą nim do ochłodzenia relacji z Polską, co Moskwie, ale powiedzmy wprost – nie tylko Moskwie, bo i Berlinowi jest na rękę. Jak pokazały badania opinii publicznej, dla większości – bo aż dla 74% Polaków – decyzja prezydenta RP była oczekiwaną reakcją.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Czym jest Order Orła Białego?
Reklama
Sporu, który przy tej okazji rozgrzał opinię publiczną zarówno w Polsce, jak i na Ukrainie, nie sposób zrozumieć bez odpowiedzi na pytanie, czym jest Order Orła Białego, jakie miejsce zajmuje w polskiej tradycji państwowej i dlaczego pamięć o ludobójstwie dokonanym przez UPA na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej pozostaje jedną z najboleśniejszych kart naszej historii. Order Orła Białego to najstarsze i najwyższe polskie odznaczenie ustanowione w 1705 r. przez króla Augusta II Mocnego. W czasie zaborów bywał hańbiony, bo nosili go np. carowie rosyjscy. Warto o tym wspomnieć, bo wątek ten podnoszony był w ostatnich dniach także przez stronę ukraińską, przy czym ci, którzy to czynili, zapominają, że Polski nie było wówczas na mapach świata i Polacy nie decydowali ani o swym losie, ani tym bardziej o swych „znakach zaszczytnych”. W Polsce niepodległej order stanowił zawsze symbol najwyższego uznania, otrzymywali go ludzie szczególnie zasłużeni dla Polski, jej wolności i jej racji stanu. Dość wspomnieć, że jego pierwszym kawalerem po przemianach ustrojowych lat 80. i 90. został św. Jan Paweł II. Kiedy w 2023 r. prezydent Andrzej Duda odznaczył Wołodymyra Zełenskiego Orderem Orła Białego, uczynił to w szczególnych okolicznościach. Polska była wówczas najważniejszym zapleczem walczącej z agresją rosyjską Ukrainy. Miliony obywateli tego państwa znalazły schronienie w Polsce. Na polskich dworcach, w szkołach, parafiach i prywatnych domach rozgrywał się bezprecedensowy akt solidarności. Polacy otworzyli swoje domy, serca i portfele. Wydawało się, że oba narody wchodzą w nową epokę wzajemnych relacji i że możliwe będzie zrealizowanie politycznego testamentu Marszałka Piłsudskiego i atamana Symona Petlury, którzy wiosną 1920 r. marzyli o stworzeniu w naszej części Europy federacyjnego sojuszu państw, który stanowiłby konkurencję dla Zachodu i przede wszystkim „tarczę obronną” przed imperializmem rosyjskim. Można było odnieść wrażenie, że wspólnota doświadczeń jest silniejsza niż dzielące nas wspomnienia.
Niezabliźniona rana
Nierozwiązane problemy pamięci narodowej jednak powracały. Polacy słusznie oczekiwali spełnienia tego, co uważają za swój obowiązek: odnalezienia, ekshumowania i godnego pochowania prawie 100 tys. bezbronnych ofiar zamordowanych przez ukraińskich nacjonalistów na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. „Nie o zemstę, ale o prawdę i pamięć wołają ofiary” – powtarzały środowiska kresowe. „Ofiary zbrodni dokonanych przez ukraińskich nacjonalistów w latach 1943-45 zasługują na pamięć i prawdę historyczną” – głosiła przyjęta jednogłośnie 10 lat temu uchwała polskiego parlamentu. Zbrodnia wołyńska dla tysięcy polskich rodzin nie jest historią przeczytaną w podręczniku, jest rodzinną tragedią. Jest opowieścią o dziadku, który nie wrócił z pola i od ośmiu dekad nie ma swego grobu, o babci zamordowanej siekierami podczas niedzielnej Mszy św., o dziecku rozrywanym na strzępy przez zbrodniarzy z sotni UPA, o ucieczkach przez płonące wsie, których ponad setka dosłownie zniknęła z powierzchni ziemi 11 lipca 1943 r. Dlatego każda próba gloryfikacji sprawców ludobójstwa musi być odbierana jako brak szacunku dla pamięci ofiar.
Świadomy wybór
Reklama
Po wizycie prezydenta Zełenskiego w Warszawie w grudniu ub.r. ruszyły prace ekshumacyjne. Stanowi to jeden z sukcesów Karola Nawrockiego, który konsekwentnie stawia tę sprawę w czasie swej prezydentury i stawiał wcześniej, gdy kierował Instytutem Pamięci Narodowej. Władze Ukrainy nie zamierzają jednak zrywać z kultem sprawców wołyńskiego ludobójstwa. Co więcej – to, co w latach 90. było „lokalnym folklorem”, dziś stało się flagowym programem władz centralnych państwa ukraińskiego i samego Zełenskiego. Banderowskie symbole i flagi są w tej chwili traktowane niemalże na równi z państwowymi flagami ukraińskimi, a kroplą, która przelała czarę goryczy, była decyzja o nadaniu imienia „Bohaterów UPA” wspomnianej jednostce wojskowej. Nie było to działanie nieświadome, wynikające z niewiedzy, jak próbowali sugerować niektórzy nasi publicyści czy politycy. Sam Zełenski „pożalił się” przecież ostatnio, że gdy gościł w Warszawie, dostał od prezydenta Polski obszerne opracowanie dotyczące zbrodni dokonanych przez UPA na dawnych Kresach Wschodnich. Wybór takiej, a nie innej tradycji historycznej był i jest dla niego wyborem świadomym.
Problem z tożsamością
Reklama
Zamiast poszukiwać historycznych mostów łączących Polskę i Ukrainę, Kijów umacnia tradycję UPA – formacji, która ma na rękach niewinną krew polskich kobiet, dzieci i starców. Błędem byłoby jednak uznanie, że spór o Order Orła Białego jest sporem przeciw Ukrainie. Nie jest. Jest sporem o prawdę historyczną, o granice polityki pamięci i o to, czy możliwe jest budowanie przyszłości bez uczciwego rozliczenia przeszłości. Polska ma strategiczny interes w istnieniu niepodległej Ukrainy. Historia uczy bowiem, że rosyjski imperializm stanowi zagrożenie zarówno dla Warszawy, jak i dla Kijowa. Nie ma sprzeczności między wspieraniem Ukrainy w walce o niepodległość a domaganiem się prawdy o Wołyniu. Przeciwnie – tylko narody zdolne do nazwania po imieniu własnych błędów mogą budować trwałe relacje oparte na wzajemnym szacunku. Dlatego tak ważne jest pytanie o fundament współczesnej ukraińskiej tożsamości. Czy mają nim być ci, którzy wspólnie z Józefem Piłsudskim walczyli o wolność narodów Europy Wschodniej – jak Symon Petlura – czy też organizacje, których działalność doprowadziła do jednej z największych tragedii w dziejach polsko-ukraińskich? To pytanie pozostaje otwarte. Od odpowiedzi na nie zależy nie tylko przyszłość relacji polsko-ukraińskich, ale również miejsce Ukrainy w europejskiej wspólnocie pamięci. Każdy naród potrzebuje bohaterów i Polacy nie oczekują od Ukrainy wyrzeczenia się własnej historii. Oczekują jedynie, że bohaterami nie będą ludzie odpowiedzialni za masowe ludobójstwo.
Granica kompromisu
Gloryfikowanie formacji odpowiedzialnej za zbrodnie ludobójstwa musi budzić sprzeciw każdego narodu, który padł jej ofiarą. Prezydent Nawrocki od początku podkreśla, że jego stanowisko nie jest wymierzone w naród ukraiński. Zaznacza jednak stanowczo, że przekroczona została granica, której państwo polskie i on sam nie mogą zaakceptować. Zwraca przy tym uwagę, że odwoływanie się do tradycji organizacji odpowiedzialnej za zbrodnie na ludności cywilnej dostarcza argumentów przeciwnikom Ukrainy i staje się narzędziem wykorzystywanym przez rosyjską propagandę. W ocenie prezydenta, decyzja władz ukraińskich była niezrozumiała również z punktu widzenia interesów samej Ukrainy. W czasie gdy państwo ukraińskie zabiega o dalsze wsparcie świata zachodniego, sięganie po symbole budzące tak głębokie emocje w Polsce musi prowadzić do napięć. Jak podkreślił, nie jest to droga prowadząca do budowania trwałego partnerstwa między narodami. Szczególnie mocno wybrzmiały jego słowa, że Europa nie może akceptować sytuacji, w której bohaterami narodowymi stają się osoby lub formacje odpowiedzialne za mordowanie bezbronnej ludności cywilnej. W tej argumentacji pobrzmiewało przekonanie, że pamięć historyczna jest nie przeszkodą na drodze do pojednania, lecz jego warunkiem. Jednocześnie prezydent konsekwentnie odrzuca zarzuty, jakoby jego decyzja oznaczała zmianę strategicznego kursu Polski wobec wojny rosyjsko-ukraińskiej. Podkreśla, że niepodległa Ukraina pozostaje ważnym elementem bezpieczeństwa Europy Środkowej, a rosyjski imperializm nadal stanowi jedno z największych zagrożeń dla wolności narodów naszego regionu. Warto zauważyć, że przed podjęciem ostatecznej decyzji prezydent Nawrocki pozostawił stronie ukraińskiej możliwość wycofania się ze skandalicznego kroku. Od posiedzenia kapituły Orderu Orła Białego do decyzji prezydenta upłynęło 11 dni i do Kijowa wysyłane zostały czytelne sygnały, że zmiana decyzji w sprawie patronatu zakończy sprawę. Prezydent Zełenski wybrał jednak wariant konfrontacyjny. W konsekwencji prezydent Polski uznał, że pozostawanie Wołodymyra Zełenskiego w gronie kawalerów Orderu Orła Białego byłoby sprzeczne z wartościami symbolizowanymi przez to najwyższe odznaczenie Rzeczypospolitej, bo nie można pozostawać obojętnym wobec działań godzących w pamięć tysięcy obywateli II Rzeczypospolitej zamordowanych na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej.
Państwo, które nie potrafi upomnieć się o prawdę historyczną, osłabia fundament swojej wspólnoty. Dlatego spór o Order Orła Białego nie jest wyłącznie sporem o odznaczenie. Jest sporem o znaczenie pamięci w życiu narodów. Prawdziwe pojednanie nie rodzi się z politycznej poprawności. Rodzi się z prawdy.
Jan Józef Kasprzyk - historyk, doradca Prezydenta RP, w latach 2016-24 był szefem Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych.
