Polscy księża zostali mistrzami Europy w piłce nożnej halowej. Swój udział w sukcesie miał zdobywca trzech goli ks. Zbigniew Wojtysek, wikariusz parafii św. Maksymiliana Marii Kolbego w Radomsku.
Duchowny strzelił bramkę w meczu grupowym z Czarnogórą oraz dwie w wygranym 3:2 finale z Portugalią.
Złe miłego początki
Turniej rozgrywany w rumuńskiej Timisoarze rozpoczął się jednak dla niego fatalnie, ponieważ już pierwszego dnia doznał kontuzji mięśnia przywodziciela uda i musiał zejść z boiska. – Czułem, że awansujemy, bo graliśmy dobrze, więc perspektywa półfinału, a może finału, w którym nie wystąpię, była bardzo trudna do zaakceptowania – powiedział ks. Wojtysek.
Kapłan przyznał, że podczas dnia odpoczynku, kiedy w Kościele była czytana Ewangelia o uzdrowieniu niewidomego w dwóch etapach, przeżył mocne duchowe doświadczenie. – Toczyłem walkę duchową. Modliłem się: Panie Boże, daj mi, żebym chociaż chwilę zagrał w półfinale – opowiadał.
Rumuński Samarytanin
Następnie poprosił o pomoc księdza z Rumunii, który zawiózł go do fizjoterapeutki. Ta przeprowadziła zabiegi i przykleiła tejpy, czyli plastry ściągające na udo. – Napisałem jej na tłumaczu Google: „Niech mnie pani postawi na nogi, żebym mógł zagrać dwa mecze, a później mogę się już leczyć”. Pokiwała głową i powiedziała, że będzie ciężko, bo widziała, że mam bardzo napięty mięsień – wspominał.
Reklama
Ksiądz Wojtysek podkreślił wspaniałe zachowanie księdza, który zawiózł go do fizjoterapeutki, poczekał na niego i odwiózł do hotelu. Porównał go do miłosiernego Samarytanina, który zatroszczył się o wszystko. – Kiedy mu dziękowałem, powiedział po angielsku: „Przecież jesteś moim bratem”. To był pierwszy etap uzdrowienia – relacjonował.
Piękna zapłata
Kiedy nasz reprezentant wrócił do hotelu, spotkał w windzie Portugalczyków. Wcześniej dowiedział się, że mają własnego medyka, więc poprosił o pomoc. – Lekarz kazał mi przyjść na godz. 22, bo wcześniej drużyna miała odprawę. W międzyczasie my też mieliśmy odprawę z trenerem. Nie byłem już brany pod uwagę do składu na finał z powodu kontuzji, chyba że stanie się cud. Później poszedłem do lekarza. Ten dokładnie mnie zbadał i przykleił lepsze plastry. Dał mi też zastrzyki rozluźniające mięśnie oraz leki przeciwbólowe i przeciwzapalne. „Jeżeli jutro nie będzie mocnego bólu, graj” – powiedział.
Następnego dnia miał miejsce drugi etap uzdrowienia. – Mogłem biegać i grać, mimo że czułem ból w miejscu urazu – cieszył się ks. Wojtysek. Z uśmiechem wspominał również, że odpłacił się portugalskiemu lekarzowi, strzelając w finale dwie bramki jego drużynie. – Lekarz powiedział, że nieważny jest wynik, ale żebym dziękował Bogu, że mogłem grać. To niesamowity człowiek – zaznaczył.
Dream team
Reklama
Ksiądz Wojtysek zwrócił uwagę, że mistrzostwo Europy to zasługa całego zespołu, na czele z trenerem Markiem Parzyszkiem oraz Dariuszem Meresińskim, menedżerem i kierownikiem drużyny. Polscy księża zagrali w składzie: Marek Łosak, Michał Kacprzyk, Łukasz Chowaniec, Tomasz Chowaniec, Damian Stala, Krzysztof Sosnowski, Maciej Lewandowski, Rafał Przezdziak, Zbigniew Wojtysek, Mateusz Graboń, Marcin Olszewski, Tomasz Winogrodzki, Paweł Derylak, Marek Mazurek i Dariusz Snochowski.
Kapłan naszej archidiecezji wyraził również wielką wdzięczność swojemu proboszczowi ks. Adamowi Mikosiowi, który przejmował jego obowiązki podczas nieobecności – w trakcie przygotowań do mistrzostw i w czasie samego turnieju.
W Rumunii biało-czerwoni obronili tytuł wywalczony w 2020 r. w Pradze. W przyszłym roku mistrzostwa odbędą się w Albanii.
Polska przegrała z Danią w Kopenhadze 0:4. Był to zdecydowanie najgorszy mecz pod wodzą Adama Nawałki. Zagraliśmy fatalnie w każdej formacji. Polska drużyna narodowa zawiodła na całej linii.
Thomas Delaney postraszył już w pierwszej minucie meczu w Kopenhadze. Wtedy jego silny strzał jeszcze obronił Łukasz Fabiański. Kwadrans później nasz bramkarz, który wrócił do składu, nie miał najmniejszych szans przy strzale główką duńskiego zawodnika. Pomocnik Werderu Brema wpakował głową piłkę do bramki w bardzo precyzyjny sposób.
Z osobą m. Marceliny Darowskiej zetknęłam się dwa lata temu,
kiedy to zaczynałam pracę w gimnazjum. Tradycją panującą w szkole,
gdzie uczę, było organizowanie dwa razy w roku spotkań rekolekcyjnych
dla nauczycieli w Domu Sióstr Niepokalanek w Szymanowie. Zgromadzenie
to założyła właśnie Matka Marcelina. Z wielkim zaciekawieniem obserwowałam
pracę sióstr i ich uczennic. Każdy wyjazd do Szymanowa był dla mnie
kolejnym cennym doświadczeniem. Po pewnym czasie bardziej zainteresowałam
się osobą Matki Marceliny i postanowiłam o niej napisać.
Zaczęłam wtedy czytać wszelkie publikacje na jej temat.
Wydawało mi się początkowo, że nic interesującego w tych książkach
nie znajdę. Bo cóż może być ciekawego w życiorysie siostry zakonnej?
I tu pełne zaskoczenie. Jednym tchem przeczytałam polecone mi książki.
Matka Marcelina okazała się być obdarzona niezwykle bogatą osobowością,
a jej życie mogłoby posłużyć za temat filmu, który - nie mam co do
tego żadnych wątpliwości - zainteresowałby niejednego współczesnego
widza.
Zanim Matka Marcelina została przełożoną Zgromadzenia
Sióstr Niepokalanek - była szczęśliwą matką i żoną. W jej życiu nie
zabrakło też dramatycznych momentów. W wieku dwudziestu pięciu lat
została wdową, a w niecały rok po śmierci męża straciła swego dwuletniego
synka. To nie koniec jej cierpień. Musiała jeszcze walczyć o życie
swojego drugiego dziecka - maleńkiej Karoliny, której lekarze nie
dawali szans na przeżycie. Młoda wdowa przezwyciężyła wszelkie kłopoty.
Dziecko wyzdrowiało, a jej gospodarstwo było przykładem dla okolicznych
posiadłości. Przez cały ten czas trudnych doświadczeń ani razu nie
zwątpiła w miłość Boga, ani razu nie zbuntowała się przeciwko Jego
woli. Jakże niezwykle mocna musiała być jej wiara! Mało tego, nie
mając żadnego doświadczenia zakonnego, a jedynie pragnienie służenia
Bogu, odważyła się zostać przełożoną - założycielką nowo tworzonego
Zgromadzenia, którego głównym zadaniem miało być wychowanie dzieci
i młodzieży.
Nie na życiorysie Matki Marceliny chciałabym jednak skupić
swą uwagę, mimo że jest on naprawdę bardzo ciekawy. Zainteresowanych
odsyłam do książek poświęconych bohaterce tego tekstu1. To, co najcenniejsze,
to nauki Matki
Marceliny, jej przemyślenia i refleksje, ujęte często w
formę jakże trafnych i aktualnych do dziś sentencji. Znaleźć je można
w wydanej w 1997 r. przez Siostry Niepokalanki książce zatytułowanej
Zawsze będę z Wami. Myśli i modlitwy błogosławionej Matki Marceliny
Darowskiej2.
Wartości szczególnie ważne dla Matki Marceliny to przede
wszystkim Bóg, miłość, rodzina, Ojczyzna, praca i to, czemu poświęciła
całe swoje życie, czyli wychowywanie kolejnych młodych pokoleń. Wiele
jest cennych wskazówek zawartych w słowach Matki Marceliny. Mnie,
jako nauczycielkę, która dopiero zaczyna swoją pracę z młodzieżą,
szczególnie zainteresowały te poświęcone wychowaniu. Pierwsze słowa,
jakie przeczytałam, kiedy "na chybił trafił" otworzyłam książkę z
myślami Matki Marceliny, brzmiały następująco: "Zadanie wielkie,
praca kolosalna - z jednej strony łatwa, z drugiej bardzo trudna.
Łatwa, bo serca dzieci to wosk, na którym wszystko łatwo się wyciska.
Trudna, bo wosk wystawić na gorąco ognia lub słońca, a ślad jego
cały się zgładzi. Dzieci przyjmują dobre i złe wrażenia, jedne zacierają
drugie". Jakże trafnie oddają one pracę wychowawcy. Czytając te zdania,
uświadomiłam sobie ogromną odpowiedzialność, jaką biorę za swoich
wychowanków. To, co im przekażę, będzie miało wpływ na całe ich życie.
I nie najważniejsza w tym momencie jest wiedza. Moim zadaniem, jako
wychowawcy, jest pokazanie tym młodym ludziom właściwych wzorców
zachowań. Jest to szczególnie ważne w dzisiejszych czasach, kiedy
wciąż słyszymy o przypadkach, gdy młodzi ludzie zabijają swoich rówieśników,
często nawet nie dostrzegając zła, które wyrządzili.
Matka Marcelina cały czas miała świadomość odpowiedzialności
za wychowanie młodych ludzi. Dlatego też tak wiele miejsca poświęciła
sprawom rodziny, a w kształceniu dziewcząt ogromną wagę przywiązywała
do przygotowania ich do roli matki i żony. Wierzyła bowiem, że to
właśnie kobieta jest duchem rodziny, a od tego, jakie wartości przekażemy
młodym ludziom, zależy odrodzenie całego społeczeństwa. Dziś również
wiele miejsca podczas publicznych debat poświęca się sprawom rodziny.
Mówi się o polityce prorodzinnej i o kryzysie rodziny. Może warto
zatem sięgnąć po myśli Matki Marceliny. Znajdziemy tu oczywiste -
wydawałoby się - prawdy, ale jak często przez nas zapominane. Polecam
tę część nauk Matki Marceliny szczególnie dziewczętom, które zamierzają
w niedługim czasie założyć własną rodzinę. Naprawdę znajdziecie tu
wiele wskazówek pomocnych przy budowaniu własnego domu.
Jak już wspominałam wcześniej - jestem młodą nauczycielką.
Nie mam zatem bogatego doświadczenia pedagogicznego, wielu rzeczy
muszę się jeszcze nauczyć. Wciąż borykam się z różnymi problemami
wychowawczymi. Tak jak wielu młodych nauczycieli, staram się pogłębiać
swoją wiedzę pedagogiczną, czytając chociażby różne publikacje poświęcone
tym zagadnieniom. Panuje obecnie moda na nowoczesne, proponowane
nam przez zachodnich autorów, sposoby wychowania. Ja jednak najważniejsze
wskazówki pedagogiczne znalazłam w następujących słowach Matki Marceliny: "
Rozwijać - nie wysilając, ubogacać - nie przeciążając, uczyć praktyczności
- nie odzierając z poezji, hartować - nie zatwardzając, oczyszczać
sumienie - nie dopuszczając skrupułów, uczyć miłości - bez czułostkowości,
pobożności - bez dewoterii, zniżać się do dzieci w zabawach - nie
zmalając siebie, aby następnie być w stanie wznieść dzieci do wysokości
zadania". Oto - zdaniem Matki Marceliny - zadania nauczyciela. Mam
nadzieję, że będę w stanie im sprostać.
1 Informacje na temat życia Matki Marceliny można znaleźć
m.in. w następujących publikacjach:
- Ewa Jabłońska-Deptuła, Zakorzeniać nadzieję. M. Marcelina
Darowska o rodzinie i dla rodziny, Lublin 1996
- Marcelina Darowska - Niepokalański charyzmat wychowania,
pod red. ks. Marka Chmielewskiego, Lublin 1996
- S. Grażyna (Jordan), Wychowanie to dzieło miłości, Szymanów
1997
2 Zawsze będę z Wami. Myśli i modlitwy błogosławionej Matki
Marceliny Darowskiej, zebrały i opracowały s. M. Grażyna od Współpośrednictwa
Matki Bożej, Anna Kosyra-Cieślak, Romana Szymczak, Szymanów 1977.
W Święto Trzech Króli, o godzinie 11.00 w Warszawie w archikatedrze Św. Jana Chrzciciela przy ul. Świętojańskiej 8 odbędzie się Msza Święta o łaskę zdrowia dla księdza Michała Olszewskiego.
Po Mszy św. będą zbierane kartki, na których będzie można przekazać duchownemu słowa wsparcia - mają zostać przekazane ks. Michałowi Olszewskiemu.
W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.